Index
Księga Go¶ci
O mnie
Fav

Prolog

poniedziałek, 6.kwietnia.2009, 17:27

Na poddaszu siedmioletni chłopiec przeglądał rzeczy jakie pozostawił tu jego dziadek. Zakurzone, niektóre w strzępach. Dlaczego dziadek nigdy ich nie wyrzucił? Zastanawiał się nad tym. Podczas poszukiwania „nowych zabawek” natknął się na szablę, która należała do jego przodka, hełm zardzewiały oraz znalazł mnóstwo pergaminów, luźnych kartek papieru oraz stare księgi. Kiedy wziął szybkim ruchem jedną do ręki, książka przełamała się na pół.
-Muszę być bardziej ostrożny – rzekł do siebie. Kiedy sięgnął po następną zachowywał się spokojnie i delikatnie. Książka była duża do tego bardzo ciężka, miała wiele kartę ,grubą oprawę pokrytą kurzem. Dmuchnął ,aby wyczyścić z szarego pyłu. O mało nie udusił się nim, kiedy latał w powietrzu. Jeszcze długo kaszlał a w zielonych oczach miał łzy. W końcu już kurz przestał się unosić a oczy już lepiej widziały okładkę.
-Dziadek mógłby tu posprzątać, przynajmniej raz na rok.
Przeczytał tytuł na brązowym tle.
Pamiętnik Anne Adava
Miał wątpliwości czy powinien zajrzeć. Pod spodem była data 1 marca 1865r, więc uznał, że nic się złego nie stanie jeśli przejrzy zapiski zmarłej kobiety.
Otworzył a na już pożółkłych kartkach, znajdowało się staranne pismo – bardzo ładne i czytelne, ale lata zrobiły swoje i pismo stało się trochu nie widoczne. Pierwsze strony były praktycznie nie do przeczytania, przekładał kartki a im dalej tym pismo było wyraźniejsze. Na niektórych znajdowały się – jak przypuszczał rysunki, ale nie potrafił stwierdzić co na nich jest, więc zaczął od końca. Kiedy tak przeglądał zobaczył, że na ostatnich stronach zapisków są szkice wilków. Jednak zobaczył pod spodem malowidła datę. 24 stycznia 1960r.
-Przecież to nie możliwe?
-Co jest nie możliwe, Scott? – usłyszał zza sobą głos, którego się przeraził i odskoczył.
-Dziadku ,ale mnie przestraszyłeś. Co to jest?
Starzec wyciągnął z kieszeni okulary, które założył na nos i zerknął.
-A jednak nie zgubiłem – zamyślił się po czym rzekł – to taki niby pamiętnik.
-Zauważyłem, ale to niemożliwe dziadku, żeby ktoś żył tyle lat. – powiedział chłopiec.
-Widzisz ten pamiętnik jest pamiętnikiem rodzinnym. Coś niby kronika napisana przez wiele osób. Jak się przyjrzysz zobaczysz, że część jest napisana różnym pismem...
Scott teraz zrozumiał, a dziadek ciągnął dalej:
-... do tego to jest oryginał zapisków, część jest przekreślona a czasami widać na marginesach różne bazgrołki tego kto akurat pisał.
-Oryginał? –powtórzył Scott
-Tak, widzisz ktoś mądry w naszej rodzinie przepisał całość, aby notatki nie zostały utracone. Niestety, nie posiadamy ich, ktoś chyba je ukradł dawno temu, albo pozostały w rodzinie – niestety nie w naszej linii.
-Dlaczego są takie ważne? – spojrzał na dziadka, któremu aż oczy zaświeciły się z radości z zadanego pytania.
-Widzisz bo to są dokumenty, historie które zdarzyły się naprawdę, a świadkami byli właśnie nasi przodkowie, którzy je widzieli.
-Nie rozumiem.
-Tutaj są dowody na istnienie wilkołaków, mój chłopcze.
Scott patrzył teraz na dziadka jakby zwariował. Wilkołaki, przecież to tylko bajki, zmyślone historie. Jednak znał dziadka bardzo dobrze i wiedział kiedy mówił prawdę a kiedy żartował. Teraz mówił prawdę.
-Zapamiętaj Scott, nie zgub tej książki.
-Dobrze
-I jeszcze jedno, polecam ci ja jako świetną lekturę.
Chłopiec tylko się uśmiechnął.

~~~

Minęło siedemnaście lat
Scott wyrósł na dobrego człowieka. Teraz właśnie studiował archeologię na ostatnim roku, lubił zgłębiać tajniki przeszłości. Bardzo brakowało mu dziadka, który zmarł parę lat temu.
-Scott – zwrócił się do niego profesor – Dziękuje ci za pomoc.
Profesor, który niedawno wrócił z Egiptu z eksponatami znalezionych na wykopaliskach. Trzeba było je dokładnie wyczyścić i zbadać.
-Nie ma za co – odparł skromnie Scott.
-Ależ jest – uścisnęli sobie ręce i pożegnali się.
Scott wyszedł. Na dworze padało. Scott pobiegł do swojego samochodu i jechał do domu, który znajdował się poza miastem ,ale nie za daleko.
Kiedy jechał przez las, coś przebiegło mu drogę. O mało to „coś” nie przejechał. Zatrzymał wóz ,aby sprawdzić czy rzeczywiście nikogo nie potrącił.
Kiedy wyszedł zobaczył ,że na poboczu leży czarny pies z głową podniesioną do góry. Wyczytał z niebieskich oczu zwierzęcia jak bardzo jest przestraszone.
Kiedy podszedł, pies podniósł się i popędził niczym rakieta, jak najdalej od tego miejsca.
-Jednak nic mu nie jest – uśmiechnął się i wrócił za kółko samochodu.


Oto mój prolog, w kolejnych notkach będzie lepsze bo to jest takie wprowadzenie. Będę wdzięczna za szczere opinie, wytykanie błędów. Ponieważ pierwszy raz zaczynam pisać. Choć ta historie mam już od paru lat wymyślona w głowie postanowiłam w końcu ją spisać.
Komentarze (17),Zobacz Dodaj
Linki: